Posty

Wyświetlam posty z etykietą Codzienność

SPANIE NA DZIKO W NAMIOCIE DACHOWYM. Co wziąć ze sobą w świat?

Obraz
  Dostajemy mnóstwo pytań dotyczących sprzętu na wyjazdy i tego co polecamy, stąd ten post, aby rozwiać wątpliwości. SPRZĘT BIWAKOWY NAMIOT Dachowy lub stacjonarny (ważne, żeby miał przedsionek, był wodoodporny – polecamy Snake – takiego mamy) ŚPIWÓR Ciepły, kiedy go wozimy samochodem nie musi być lekki. Syntetyk szybko schnie i nie śmierdzi po dłuższym zawilgoceniu. Za to w puchu czujemy się komfortowo. LEŻAKI A najlepsze hamaki, ale nie zawsze są drzewa o które można się zaczepić – ważne, żeby były lekkie i dobrze się składały. Fajnym rozwiązaniem jest kieszonkowy koc piknikowy. Sprawdzi się zarówno na biwaku, na plaży, jak i w górskiej wędrówce. STOLIK Rozkładany, my pozbyliśmy się stołków wewnątrz i trzymamy tam kompaktowego grilla OCHRONA PRZED SŁOŃCEM I DESZCZEM Płachta biwakowa, markiza do samochodu lub namiot przy samochodzie – w zależności od zasobności portfela. Kiedy leje, kiedy żar z nieba – coś nad głową się przydaje. SIEKIERKA Do cięcia drewn...

BUŁGARIA. Dzień 4 - popołudnie. Dolina Róż. Groby trackie i Muzeum Róż w Kazanłyku.

Obraz
  Bułgarska Prowansja? Ojjj tak... To miejsce jest piękne i warte odwiedzenia. Dolina Róż ( 42°42'16.6"N 25°19'37.2"E;  42.704600, 25.327000)  to miejsce pełne kwiatów i zapachów. Nie trafiliśmy na czas kiedy kwitną tu róże (w czerwcu), ale i tak widoki lawendowych i słonecznikowych pól z porozrzucanymi tu i ówdzie trackimi grobowcami są rajem dla oczu.  Napełniliśmy wodę (42°42'12.2"N 24°37'57.4"E; 42.703400, 24.632600) i pojechaliśmy zwiedzać. Grobowce trackie i kurhany są tu wszędzie. Można by rzec Dolina Królów... My zwiedziliśmy dwa grobowce, na więcej nie było czasu.  Pierwszy przez nas zwiedzany grobowiec należał do Seuthesa III (42°41'58.6"N 25°20'01.0"E; 42.699600, 25.333600). Seuthes III był królem Królestwa Odrysów z Tracji od ok. 331 do c. 300 p.n.e. i założycielem pobliskiego trackiego miasta Seuthopolis. Jest to jeden z najbardziej wyszukanych grobowców w Dolinie Władców Trackich. W pierwszej komnacie grobowca złożono ...

Moje wakacje i przepis na szczęśliwe życie...

Obraz
  Miałam piękne wakacje... Trzy tygodnie w Bułgarii, tydzień na Kaszubach, tydzień w Karkonoszach. W końcu rozwinęłam się fotograficznie idąc na warsztaty Magdy Wasiczek i Karola Nienartowicza, gdzie poznałam fantastycznych ludzi. W te wakacje od pierwszego dnia wolnego czułam się jak zerwana ze smyczy. Chciałam chłonąć świat całą sobą i zachłysnąć się nim. Przez ostatnie dwa lata nie miałam czasu dla siebie, dla rodziny. Nie miałam czasu by spać, jeść, spokojnie podyskutować z dziećmi. Siedziałam non stop przed komputerem marudząc. Do tego doszło osłabienie związane z COVIDem i boreliozą. Zrezygnowałam z tego co mogło mnie wykończyć... Poukładałam ten chaos. Zaczęłam dbać bardziej o siebie. Środowisko szkolne nie należy do najłatwiejszych, człowiek wciąż się stara, robi wszystko jak trzeba, a wciąż czuje się jak na placu boju, gdzie zagrożenie może przyjść z każdej strony - od uczniów, rodziców i współpracowników niestety... Non stop ktoś cię krytykuje bezpodstawnie, ocenia, jest ...

Wakacyjne plany...

Obraz
  No i było trochę przerwy... Mamy kompletny domek na kółkach stworzony przez mojego tatę i męża. Wypróbowany go pierwszy raz w moje urodziny (najwspanialszy prezent!). Co robiliśmy przez te pół roku? W tak zwanym międzyczasie jeździliśmy to tu, to tam po Polsce - głównie na Jurę i w Beskid Śląski. Zachwycił nas Beskid Niski - nasze klimaty. Ja leczyłam się z boreliozy i miałam mnóstwo roboty. Zmieniłam charakter pracy - już nie jestem wicedyrektorem szkoły, zrezygnowałam już w kwietniu z tej funkcji. Nadal odczuwam skutki boreliozy i przebytego COVID19 ( plus jest taki, że przynajmniej nie muszę bać się kleszczy :)) Na blogu tydzień pierwszy z Rumunii był w styczniu opisany. Teraz pora na opisanie drugiego i nową wakacyjną podróż. Gdzie? Do Bułgarii. Już mapa punktów stworzona - pora na ich sprawdzenie. Być może dotrzemy do Grecji... kto wie... Postanowiłam, że opisywać Bułgarię będę na bieżąco w trakcie podróży. No przecież mam już teraz swoją słoneczną elektrownię na kółkach :)...

Girl power... W poszukiwaniu dawnej siebie.

Obraz
  Zgubiłam się... Zapomniałam o dawnej ja. Dopiero ten weekend otworzył mi oczy jak bardzo nie żyję. Kilka ostatnich lat to była walka o siebie, a właściwie dawną mnie, która skryła się w tej wielkiej skorupie tego coraz cięższego, narzekającego ciała. Żyłam od krótkiej podróży, do podróży, w podrygach wolności, człapiąc w dziecięcym tempie po górach, a częściej dolinach. Jak bardzo to stacjonarne życie mi dopiekło otwarły mi oczy te dwa dni, kiedy z powrotem poczułam wolność i radość. Punktem kulminacyjnym w którym powiedziałam dość, stał się moment, kiedy stając do zdjęcia i próbując się uśmiechnąć zaczęły drżeć mi mięśnie twarzy, tak, że nie umiałam nad nimi zapanować. Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę ostatnio wcale się nie śmieję, zaciskam tylko zęby. A w ten weekend poczułam dawną siebie... Przypomniałam sobie o dawnych zimowych wędrówkach, o imprezach do białego rana pełnych śmiechu, tak, że bolał brzuch. O tańcach na stole i radości. O szlakach, na których brnęłam w śnie...

Pracuje się, żeby żyć, a nie żyje, żeby pracować...

Obraz
  Jesteśmy małym trybikiem na tym świecie, który jeśli przestaje być użyteczny lub się psuje, jest wyrzucany. Dlatego każdego dnia powinniśmy dbać o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne, żeby być użytecznym do starości. Najważniejsze przy tym się nie wypalić... Moja codzienność to praca. Praca, którą staram się wykonywać zawsze jak najlepiej. Lubię ją, cenię, angażuję się, staram. Codziennie przynoszę ją do domu i przeżywam. Praca nie jest dla mnie tylko źródłem pieniędzy ale i satysfakcji. Przynajmniej takie jest założenie, bo nie zawsze tak jest... Bez niej, nie doceniłabym chwil wolnych. Moja praca dziś to sporadyczny kontakt z ludźmi, mówienie do martwego monitora, siedzenie przez cały dzień w ciasnym pokoju i coraz większe wymagania stawiane mi z zewnątrz, wymagające coraz więcej czasu i poświęceń. Przed feriami czułam się jak zombie, czułam, że moje życie to szkoła i nic więcej. Traciłam motywację i cierpliwość... Widziałam, że cierpi na tym rodzina. Bolało mnie, kiedy córka c...

Czego życzę sobie i wam. Uzewnętrzniłam się...

Obraz
  Na koniec roku człowiek układa sobie wszystko w głowie i planuje kolejny rok. Co roku te same postanowienia, a potem powtórka z rozrywki. Po czterdziestce się wiele rzeczy przewartościowuje. Całe życie człowiek biega za czymś, a gdy to ma chce jeszcze więcej. Chciwość ma wbudowaną w naturę. Wystarczy zajrzeć do facebooka, aby podziwiać kto co ma, co je i jak wygląda. Ja chyba zawsze byłam inna, wystarczało mi niewiele i niewiele też miałam. Co miałam zawsze – tysiąc pomysłów i niespożytą energię (dlatego niektórzy w klubie wysokogórskim dali mi ksywę Bateria). Nie potrzebuję mieć tysiąca ciuchów, pięknego domu i wspaniałej fury. Lubię się uczyć. Nie potrzebuję się chwalić złotą zastawą i kryształowymi kieliszkami. Wystarczy mi własny kąt, rodzina, wygodny ciuch i samochód, którym mogę podróżować. Dla mnie ważniejsze jest żyć i być szczęśliwą niż mieć. Mogę zrezygnować z luksusów na rzecz bycia z ludźmi. Chcę chłonąć świat i zaciągać się świeżym powietrzem. Ale zrozumiałam to dopi...

Nasza strona facebook...

Obraz
  Podróżujemy razem od narodzin dzieci, podróżowaliśmy też przed ich urodzeniem. Adam (mój mąż) głównie nurkował i pływał (m. in. w Egipcie, na Kubie), a ja wspinałam się i chodziłam po górach (Jura, Tatry, Alpy, Kaukaz). Teraz łączy nas rodzina i pasje. I chcemy więcej podróży w naszym życiu. Z dziećmi przejechaliśmy większą część Europy śpiąc w większości na dziko. To dopiero początek... Plany są, oby czas był. Od połowy roku 2020 prowadzę stronę facebook: @NomadaGromada, a na niej dziennik (choć ze względu na online nie miałam zbytnio czasu). Cały czas noszę się z myślą - zapisz podróże aby lepiej pamiętać i żeby pamiętały je dzieci. W tym roku obiecuję uzupełnić stare wspomnienia i wpisać nowe. Tym bardziej, że od świąt możemy patrzeć na "świat z góry". Pierwsze filmy już za niedługo.

Przygotowania do Nowego Roku...

Obraz
Nowy Rok, nowe postanowienia...  Ponieważ ten rok dał mi mocno w kość postanawiam: dbać o zdrowie - dobrze się odżywiać, chodzić po górach i biegać (nie piszę schudnąć, bo to postanowienie coroczne i się nie udaje), podróżować (w tym roku nie odpuścimy), spędzać maksimum czasu z dziećmi, fotografować (rozszerzyć zasoby sprzętowe, pójść na jeszcze jeden kurs fotografii - tym razem krajobrazu lub przyrody), zacząć opisywać swoje historie (przyjaciele namawiają - ja się słucham), stworzyć zieloną przystań, azyl, w którym rozwiniemy swoje pasje (poszukujemy takiego miejsca przy lesie i przy górskim strumieniu, do 200 km od Rudy Śląskiej, gdzie moglibyśmy przycumować). Wiem, że marzenia są jak samospełniająca się przepowiednia i są po to, aby je realizować. Jeśli tylko zdrowie dopisze... Już o to trzeba zadbać.